czwartek, 22 października 2015

Co się stało z moją cerą? Pielęgnacja i kuracja, czyli trądzik dorosłych.



Jeszcze nie tak dawno moją największą dumą były nie włosy ( chociaż poświęcałam im dużo czasu i starań), a cera. Zawsze miałam z nią spory problem i nie mogłam się nadziwić, jak bardzo udało mi się zminimalizować mój problem z jej kapryśnością.



Moja pielęgnacja cery jak dotąd dawała doskonałe efekty. Rano i wieczorem stosowałam żel do mycia twarzy oraz tonik. Później nakładałam zawsze krem nawilżający lub olejek do twarzy. Raz w tygodniu wykonywałam peeling oraz nakładałam zieloną glinkę lub maseczkę nawilżającą. Przez bardzo długi czas moja cera była w stanie idealnym. Dużo osób było pod wrażeniem, chwaliło moje rezultaty, pytało jak to osiągnęłam. Byłam z siebie dumna, bo tak na prawdę nie robiłam nic wielkiego. Wystarczała systematyczność i dobre, naturalne kosmetyki. Sielanka trwałą dość długo, ale wszystko co piękne w końcu się skończyło. Kryzys przyszedł wraz z rozpoczęciem pracy, a że to była moja pierwsza praca, to stres był ogromny. Nie wiedziałam do końca czym będę się zajmować, jacy będą ludzie, czy sobie poradzę itp. Dodatkowo do pracy dojeżdżam rowerem, więc doszła mi nowa aktywność fizyczna. Pierwszy miesiąc w pracy przejechałam na tabletkach uspakajających. Nie mogłam spać po nocach, w ciągu dnia byłam przemęczona.  Przychodziłam do domu i spoglądałam w lustro i widziałam jak moją cerę pokrywa spora warstwa sebum. Później zaczęły  pojawiać się wypryski, a ja zaczęłam je z nerwów rozdrapywać. Trądzik wysypał mnie w miejscach charakterystycznych dla odmiany dorosłej, tzn. wzdłuż żuchwy i na podbródku. Wszystkie produkty, którymi  pielęgnowałam cerę nie dawały i nie dają sobie rady. Obecnie mam wrażenie, że żel do mycia twarzy Sylveco jest zbyt mocny i wysusza dość mocną twarz, zaś krem Orientana jest zbyt ciężki. 
Pewnego dnia ponownie stanęłam przed lustrem i zmasakrowałam się wyciskając chyba wszystko co można było! Po czym powiedziałam sobie dość i tego samego dnia wybrałam się do lekarza. Przepisano mi antybiotyk Duac, który ostatnio używałam pewnie 3-4 lata temu, ale dawał doskonałe efekty. Mam wielką nadzieję, że wszystko wróci do normy, choć nie wiem jak poradzić sobie ze stresem i ponownie oduczyć się grzebania przy wypryskach ( tak, wiem muszę zająć czymś ręce nie patrzeć w lustro).

Wiem, że post mało optymistyczny, ale przeżywam na prawdę mały kryzys ;)

Chciałam napisać dużo więcej i pokazać zdjęcia, jak wyglądałam a jak wygląda obecnie moja cera. Padł mi jednak program do obróbki zdjęć i na póki co nie umiem sobie z tą awarią poradzić. Na pewno to nie koniec w tym temacie i jak tylko uda mi się uporać z programem, to napiszę i pokażę więcej.

Tym czasem pozdrawiam wszystkich. Trzymajcie się ciepło i sucho w październiku ;))



6 komentarzy :

  1. Doskonale wiem o czym piszesz - u mnie też wszystko posypało się ze stresu. Włosy, cera, ogółem zostałam małą szkarada. ;) Trzymam kciuki Kochana!

    OdpowiedzUsuń
  2. Stres jest najgorszą rzeczą... nie raz przez niego nabawiłam się chociażby anemii czy wypadania włosów :( Powodzenia w pracy, jak najmniej stresu i oby cera wróciła do dawnej świetności!: )

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspolczuje Kochana i 3mam kciuki, zeby leki pomogly! Pomijajac, w pracy juz mniejszy stres? Ludzie okazali sie fajni?

    OdpowiedzUsuń
  4. nie martw się, też mam tak co jakiś czas. Generalnie teraz przeżywam horror , ale to też jest konsekwencja w moim przypadku odstawienia hormonów ;/ pozdrawiam i dołączam do obserwatorów

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie stresuj sie :-) ważne zeby sie nie poddawac :-)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin